WISŁAWA SZYMBORSKA

Ciemne, świadome oczy, osobisty urok, poczucie humoru. Przez włoską prasę nazwana „Gretą Garbo światowej poezji”, według komisji noblowskiej to „Mozart poezji z furią Beethovena”. Wisława Szymborska – polska poetka, laureatka literackiej Nagrody Nobla.

Urodzona w 1923 roku, związana z Krakowem. Studiowała filologię polską i socjologię, ale rzuciła naukę dla pracy w redakcjach kulturalnych. Swój pierwszy wiersz opublikowała w 1945 roku („Szukam słowa”) w Dzienniku Polskim. Zasłynęła niespodziewanym, oryginalnym punktem widzenia. 

Szymborska jest laureatką wielu prestiżowych nagród, takich jak Nagroda Fundacji Jurzykowskiego (Nowy Jork, 1972), Nagroda kulturalna „Solidarności” (1987), Nagroda im. Goethego (Frankfurt nad Menem, 1991), Nagroda im. Herdera (Wiedeń, 1995). Prawdziwą rewolucję przyniosła jednak dopiero literacka Nagroda Nobla (Sztokholm, 1996). 


Po ogłoszeniu werdyktu, poetka zyskała światową popularność. 120 tysięcy sprzedanych egzemplarzy w Stanach Zjednoczonych, 60-tysięczny nakład w Niemczech, kilkunastotysięczne wydania w Szwecji – Szymborska biła wydawnicze rekordy. W miesiąc udzieliła więcej wywiadów niż w całym swoim życiu. A jako że daleka jej była celebrycka natura, czas ten przyjaciele poetki nazywali żartobliwie „tragedią sztokholmską”. „Po prostu jest zbyt wiele zamieszania o mnie” – wyznała w rozmowie dla magazynu Guardian jeszcze w 2000 roku.

Szymborska o samej sobie:

„Życie miałam właściwie szczęśliwe, jednak było w nim wiele śmierci, wiele zwątpień. Ale oczywiście, ja o sprawach osobistych mówić nie chcę, a też nie lubiłabym, żeby mówili inni. Ja mam do ludzi inną twarz, dlatego pokazują mnie od strony anegdotycznej, jako osobę wesołą, która nic, tylko wymyśla gry i zabawy. (…) jak mam zapaści, zmartwienia, to do ludzi nie wychodzę”.

„Zawsze, kiedy piszę, mam uczucie, jakby ktoś za mną stał i stroił błazeńskie miny. Dlatego bardzo się pilnuję i unikam, jak mogę, wielkich słów”.


Ciekawostka filmowa:

Bratnią duszą ze świata filmu był dla poetki Woody Allen. Wszystko za sprawą – jakże bliskiego Szymborskiej – przewrotnie inteligentnego dowcipu.

Akademia Szwedzka o Szymborskiej:

„Her poetry… with ironic precision, allows the historical and biological context to come to light in fragments of human reality”. To zdanie niezwykle trafnie podsumowuje twórczość poetki, która w Polsce XX wieku potrafiła wznieść się ponad często burzliwą atmosferę codziennej polityki. By mówić o człowieczeństwie, z wysmakowaną ironią. W swoim przemówieniu noblowskim Szymborska podkreślała niezwykłą naturę życia. Jej zadziwiająco proste, zabawne wiersze ukazują, jak ważne jest znalezienie wartości w codziennym zgiełku:

Nic dwa razy 

Nic dwa razy się nie zdarza

i nie zdarzy. Z tej przyczyny

zrodziliśmy się bez wprawy

i pomrzemy bez rutyny.

(...)

Uśmiechnięci, wpółobjęci

spróbujemy szukać zgody,

choć różnimy się od siebie

jak dwie krople czystej wody.

Chwila:

Jak okiem sięgnąć, panuje tu chwila.

Jedna z tych ziemskich chwil

proszonych, żeby trwały.


Norwegia zakochuje się w Szymborskiej

W 2019 roku w Teatrze Narodowym w Oslo z sukcesem podjęto próbę przeniesienia utworów Szymborskiej na scenę. Christian Kjelstrup, norweski krytyk literacki, tłumacz, popularyzator literatury, opowiada: „Poznałem Szymborską w 2011 r., kilka miesięcy przed jej śmiercią. Jako student zakochałem się w jej poezji, a kiedy ją spotkałem, zakochałem się też w niej samej. Postanowiłem, że muszę przetłumaczyć jej wiersze na norweski. Przy różnych okazjach zdarzało mi się czytać fragmenty jej wierszy uczniom, starszym osobom czy pracownikom fizycznym i byłem w szoku, że wszystkich jej poezja porusza. Jej wiersze są dla każdego”.

Zakochał się i Komeda

Krzysztof Komeda – patron tegorocznej edycji Polske Filmdager – związany ze Skandynawią polski kompozytor jazzowy, tuż przed wyjazdem do Hollywood napisał muzykę do wierszy wybitnych polskich poetów, wśród których znalazła się późniejsza laureatka literackiej Nagrody Nobla z roku 1996 – Wisława Szymborska. Płytę na życzenie Komedy zatytułowano „Meine Süsse Europäische Heimat” („Moja słodka europejska ojczyzna”).  

Szymborska pisała aż do śmierci, zmarła w wieku 88 lat. 

WYSTAWA –  WYKLEJANKI WISŁAWY SZYMBORSKIEJ

Niewiele było trzeba: prostokąta matowego kartonika mógł być błękitnawy albo kremowy, porządnego kleju do papieru, nożyczek, materiałów do wycinania, no i Wisławy Szymborskiej. Z wymienionych powyżej, w PRL-u a wtedy Szymborska swoja twórczość wyklejankową rozpoczęła elementem pewnym była tylko Szymborska.

Wycinanki v2.jpg

Kartoników nie było i, kto mógł, przywoził jej te kartoniki z zagranicy. Klej na ogół nie kleił, więc domyślam się musiała kleić jakimś sposobem, a i to bywało że wyklejanka się częściowo potem odklejała. Tępotę nożyczek też umiała przezwyciężać: nie widać na tych wyklejankach śladów mocowania się z narzędziem, ani z własnym ciałem. Materiały do wycinania znajdowała sama: z tytułów gazet, magazynów, reprodukcji zdjęć, starych pocztówek. Ale ona te materiały unieważniała. Nadal nosiły cechy własne, pierwotne, dawały się rozpoznać, ale wycięte z kontekstu zaczynały pod jej ręką budować nowe światy: nieco surrealistyczne, kipiące humorem i ciepłem, i poczuciem wolności. Także dlatego, że zostały przekornie uwolnione od swego miejsca pochodzenia, wpisane w świat Szymborskiej, i już nie były przywiązane mocno i beznadziejnie do gazety, magazynu, zdjęcia, pocztówki, już były wyjęte z dotychczasowej konieczności.

Wysyłała je do przyjaciół, ludzi bliskich, a miała ich na tyle sporo, że zrobienie wycinanek musiało zajmować wiele godzin. Wiedziała, że przyjaciele czekają, szczególnie pod koniec grudnia, na takie właśnie życzenia noworoczne, i prawie nigdy ich nie zawodziła. Pamiętała także o szczególnych okazjach każdego z przyjaciół, które wyklejankami komentowała. Podpisywała je inicjałami, imieniem i nazwiskiem, albo samym imieniem. Z charakterystycznym „W”, które raczej przypominało „V”. Równymi drobnymi ale czytelnymi literkami.


Wyklejanki są dziełem sztuki, to jasne. Są także sygnaturą Wisławy Szymborskiej. Warto jednak zwrócić uwagę na ich sens, chyba najważniejszy: są śladem przyjaźni i wezwaniem do przyjaźni.


Leonard Neuger, polski slawista i tłumacz, od 1983 pracujący w Szwecji